recenzja występu grupy Imperwersja

Kilka miesięcy temu byłem na biletowanym występie grupy improwizacyjnej Imperwersja w klubogalerii Bunkier. Po tym występie napisałem na stronie FB wydarzenia moje zdanie o tym co zobaczyłem. Zostało ono usunięte, wraz z co najmniej jednym komentarzem w podobnym tonie. Przedrukowuję więc moją recenzję w prawie niezmienionej formie:

Sądzę że nie jestem odosobniony w traktowaniu sztuki jako dzieła wznoszącego odbiorcę wyżej, ku pięknu, rozwojowi wyobraźni, estetyce. To czego byłem świadkiem w Bunkrze było tak pojmowanej sztuki zaprzeczeniem. Było to ściąganie mnie do rynsztoka.

Rozpędzona wulgarność, profanacja, desakracja, obsceniczność, dominowały w całym występie. Było tego tak dużo i tak intensywnie, że nie uwierzę w zbieg okoliczności.
Jakie emocje mają we mnie „zagrać” gdy jeden aktor na scenie improwizuje przybitego do krzyża Chrystusa, a drugi wpada na nią mówiąc „zdejmijcie to ścierwo i wypierdalać”? Wersji tej błyskotliwej pointy było więcej.
Mam śpiewać razem ze wszystkimi refren piosenki na bis o katolickim księdzu „ooo-oooo-o, jebać, jebać go!”, by potem w kolejnym refrenie śpiewać o postmodernistycznej piosenkarce „chwalić, chwalić ją!”?

Nie dotyczy to tylko Imperwersji, ale samego pomysłu na występ wszystkich podobnych grup improwizatorskich. Uważam że największy problem płynie z konwencji która nakazuje słuchania się publiczności. Poziom kultury występu spływa do rynsztoka gdyż poddaje się dyktatowi rynsztokowych pomysłów klubowej publiczności. Skoro artyści przyjęli już konwencję kluczowego udziału widzów w tworzeniu „sztuki”, nie mogą przecież potem co chwilę wybrzydzać mówiąc „tego nie zagramy, o nie, lepiej co innego, a może coś w innych klimatach?”. W końcu słuchamy się ludu, a lud jaki jest, taki jest, więc i my, artyści, musimy zniżać się do jego poziomu, a nawet zaskakiwać go jeszcze niższym na jaki można upaść.
Tak to ma działać? Taki macie na siebie pomysł?

Całkiem niedawno widziałem występ pewnego kabaretu, który od samego początku dał odczuć że ma swoje zasady których nie przekracza, że preferuje rozwój wyobraźni, szukanie czegoś nowego, wspinanie się wyżej. Obcy kabareciarzom był Imperwersyjny bruk, wulgarne deptanie resztek tego co jeszcze dla niektórych ludzi jest naprawdę ważne. Było to o niebo bardziej zabawne i kreatywne przedstawienie niż to z Bunkra. Nawet zdarzyło się artystom zaimprowizować! Robili to z finezją, humorem, sprytem, w tempo. Nie trzeba było pluć na religię (wiecie panowie, że są jeszcze ludzie którzy traktują ją poważnie, a zarazem lubią impro? Nie do wiary!), spuszczać się na scenie i rzygać plugawym słownictwem. Ja, widz, oraz inni, zostaliśmy potraktowani z szacunkiem. Uważam że taki szacunek jest artysty obowiązkiem, nawet jeśli publiczność na to nie zasługuje. Niech ma szansę wejść poziom wyżej, do artysty, a nie artysta niech stacza się do poziomu bruku. Tak to każdy potrafi, pod warunkiem że wyzbędzie się resztek przyzwoitości.

Zmęczył mnie ten występ, i zrobię sobie od tej improwizowanej konwencji dłuższą przerwę. Dzięki waszemu pracowitemu wkładowi w splugawienie sztuki, panowie, będę też przed wami  przestrzegać innych, potencjalnych widzów. Jeśli sami nie potraficie (albo nie chcecie!) nałożyć sobie jakichś przyzwoitych, zdrowych, stymulujących do rozwoju ograniczeń, trzeba się przed wami bronić.